Archiwum autora:

Rekonstrukcja

08-11-09

zolnierzBolało jak cholera. Noga wisiała dosłownia na fragmencie skóry. Stopa, prawie cała łydka, kości – wszystko roztrzaskane. Krew lała się w zastraszającym tempie wsiąkając w obcą, wilgotną ziemię. Miał ochotę wyć z bólu, ale nie mógł. Przynajmniej nie w sytuacji kiedy jego krzyk mógł skończyć się zwabieniem oddziału wroga, który przechodził w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów. Milczał więc, a łzy lały się po policzkach.
Jako żołnierz przygotowany był na wiele sytuacji. Również na te najgorsze. Pomimo ogromnego bólu sięgnął po zestaw do hamowania krwotoków. Zdołał jedynie posypać rozszarpaną nogę tym co w żargonie wojskowym nazywają “pudrem” i stracił przytomność.
Po kilkunastu godzinach zbudził go deszcz. Zimny dreszcz wstrząsnął całym ciałem. Zakaszlał i podniósł się lekko na rękach. Świtało więc mógł z grubsza obejrzeć nogę. Wyglądało to fatalnie, ale puder swoje zrobił. Krwawienie ustało. Pomimo tego czuł się bardzo osłabiony. Sięgnął po nadajnik, ale to co po nim zostało nie nadawało się do użycia. Nie mógł w tym momencie wezwać pomocy. Jedyne na co liczył to lokalizator wszczepiony pod skórę. Tylko, że pomoc mogła nadejść nawet za kilka dni. Wiedział doskonale, że im dłużej to potrwa tym mniejsza szansa na odzyskanie w pełni sprawnej, a co najważniejsze, własnej nogi. Nie chciał kawałka metalu.
Pomimo ogromnego osłabienia postanowił działać. Z największym trudem sięgnął po skrzyneczkę, która zajmowała niemal cały plecak. Włączył urządzenie. Działało! Po raz pierwszy od kilku dni na jego twarzy zagościł uśmiech. Teraz, kiedy znieczulona noga nie wysyłała żadnych sygnałów do mózgu, mógł sobie na to pozwolić.
Trzy – tyle wkłuć należy wykonać jeśli korzystasz z First Aid Kit czyli zestawu pierwszej pomocy pozostającego na wyposażeniu każdego żołnierza sił lądowych już od 8 lat. Obok wielu zalet zestaw ten posiada jedną wielką wadę – waży około dziesięciu kilogramów, ale ponieważ jego wartośc jest nie do przecenienia zdecydowano się na masowe wprowadzenie go do armi.
Urządzenie potwierdziło – wkłucia prawidłowe . Teraz mógł już tylko czekać. Miał szczęście, bo z tego co się zorientował linia frontu przesunęła się znacznie na północ. Poza dalekimi odgłosami wybuchów niewiele było słychać. Tymczasem armia nanobotów wlewała się do żyły. Widział, że pierwsze rozpoznanie za nimi, bo również w drugm przewodzie pojawił się płyn – aminokwasy, cukry, witaminy, wszystko w odpowiedniej proporcji. Następny etap trwał trochę dłużej. Krążąc naczyniami krwionośnymi mikroskopijne nanomaszyny lokalizują wszystkie ubytki. W przypadku nogi sytuacja była oczywista. Po godzinie również w trzecim przewodzie pojawiła się ciecz. To jego własne, sklonowane komórki macierzyste. Czuł się bardzo dziwnie. Poprzez przyśpieszenie rytmu serca i stymulację szpiku nanoboty powodowały, że osoba “leczona” zwykle czuła ogromny niepokój. Mimo to starał się zapanować nad emocjami. Po pięciu godzinach rozpoczął się proces rekonstrukcji. Z zadziwiającą szybkością w miejscu poharatanej nogi rosła przezroczysta sieć. Wiedział, że to tylko rusztowanie. Znowu zrobiło mu się słabo. Taka rekonstrukcja to dla organizmu ogromne wyzwanie. Rytm serca powoli się uspokajał. Poczuł senność.

Opublikowane przez: admin data wpisu: Sierpień 11, 2009

bioreaktor- Mówiłeś, że mi coś pokażesz – powiedziała lekko przechylając się na krawędzi stołu, na którym właśnie siedziała.
- Poczekaj, niech dopiję – zeskoczył na podłogę i jednym łykiem wypił resztę kawy.
- Chcesz się udławić? – spytała wiedząc, że pytanie zostanie bez odpowiedzi.
- Pokażę ci nad czym pracujemy, ale pod jednym warunkiem. Musisz zachować to w tajemnicy.
- Phi – obojętnie kiwnęła głową i zeskoczyła na podłogę.
Przeszli przez hol instytutu kierując się w stronę drzwi, za które mogli wchodzić tylko nieliczni.
- Gdzie ty mnie prowadzisz – spojrzała podejrzliwie na drzwi, za którymi nigdy nie była – mogę tam wchodzić?
- Oj możesz. Teraz już nikogo nie ma, a zresztą to co robimy wielką tajemnicą nie jest – mówiąc to wprowadził kod otwierający drzwi.
Zamek zareagował. Weszli na piętro gdzie znajdowały się laboratoria.
- Tylko musisz to włożyć – rzucił jej paczuszkę z fartuchem, goglami i jednorazowymi rękawiczkami.
- O matko – cicho zaprotestowała, ale jednocześnie nie kryła ciekawości – Znając ciebie pokażesz mi pewnie coś czego i tak nie zrozumiem.
- Nie – uśmiechnął się pod nosem – tym razem zobaczysz coś zupełnie innego, ciekawszego.
Widać było wyraźnie, że cała sytuacja i budująca się wokół niej otoczka tajemniczości sprawiają mu satysfakcję. Po przebraniu się przeszli do malutkiego pomieszczenia, w którym stół laboratoryjny i jedno krzesło stanowiły właściwie całe wyposażenie.
- Spójrz – podniósł przedmiot przypominający miniaturowe akwarium.
- Co to takiego?
- To jest maszyna do produkcji leków.
- Że jak?
- Powiem Ci po kolei – poczuł się jak prawdziwy wykładowca – Zmodyfikowaliśmy komórki miąższu liści tak, aby produkowały określone metabolity wtórne czyli w tym przypadku leki. Potem nastąpił prawdziwy przełom.
- Myślałam, że to pierwsze to był przełom?
- No tak, to też, ale słuchaj – błysk w jego oku niemalże oświetlał pomieszczenie, w którym panował półmrok – udało się zmusić te komórki do produkcji enzymów wprost do pożywki. Dzięki współpracy z Norwegami nauczyliśmy się tak znakować białka żeby komórki tylko te znakowane wydzielały na zewnątrz. Co więcej, enzymy te są aktywne w pożywce i produkują to co chcemy. Nauczyliśmy się tworzyć kompleksy enzymatyczne na zewnątrz komórek. Działają jak fabryki. I najlepsze na koniec. Ta błonka, którą tutaj widzisz – przesunął palcem po ściance przezroczystego naczynia – selektywnie przepuszcza na drugą stronę tylko to co chcemy.
- Ojej a co to za kranik? – spojrzała zaciekawiona.
- No właśnie tędy chory może sobie dozować lek.
- Chory? Myślałam, że takie cuda to tylko w laboratorium albo fabryce?
- Chcemy żeby ta maszynka po pewnych modyfikacjach znalazła się w każdym domu. Wystarczy ją dosłownie podlewać specjalną mieszanką, a przez jakieś dwa lata bez zakłóceń będzie produkowała lek czy nawet witaminy.
- A kiedy tak będzie? – zapytała.
- Jeszcze nie wiem. Na razie testujemy – w tym momencie przypomniał sobie jeszcze jedną ważną rzecz – mówiłem ci, że są to komórki pochodzące z liści.
- No tak.
- Ważne jest żeby urządzenie przynajmniej kilka godzin dziennie miało kontakt ze światłem, bo stąd czerpie energię.
- Z tym nie będzie problemu – Marta spojrzała za okno. Świtało.

Opublikowane przez: admin data wpisu: Sierpień 5, 2009

biotechnologia- Żeby miał zęby jak kot, oczy jak wiewiórka, a nosek jak chomik.
- Zapisałem.
- A długość życia? W ankiecie jest również pytanie o długość życia.
- Co mamy do wyboru?
- Minimalnie miesiąc, maksymalnie dwiadzieścia lat.
- Ja chce dwadzieścia.
- Nie możemy wybrać dwadzieścia. Wiesz jaki to kawał czasu? Jak ci się znudzi za dwa lata to kto będzie się tym zajmował, mama?
- Ja chce dwadzieścia i już! Mamo! – Mała wpadła w płacz.
- Weźmy dwadzieścia – zawyrokowała. Nie mogła patrzeć jak Mała płacze.
- Proszę państwa, był to już ostatni etap ankiety. Teraz muszą się państwo uzbroić w cierpliwość.
- Czyli ile będzie to trwało? Wolelibyśmy długo nie czekać. W połowie lipca lecimy na wakacje i chcielibyśmy zabrać zwierzątko ze sobą.
- Nasza firma dokłada wszelkich starań żeby realizować zamówienia jak najszybciej. Jak zapewne państwo wiedzą dysponujemy jednymi z najnowocześniejszych komputerów. Dzięki temu dokonujemy ultraszybkich symulacji zamówionych stworzeń. Jednak nigdy nie możemy być pewni jak długo będzie trwał cały proces. Najpierw wykonujemy symulację wstępną gdzie wprowadzane są jedynie główne założenia. Po tym fakcie otrzymują państwo powiadomienie o przewidywanym czasie trwania symulacji właściwej. Kwestia właściwego zaprojektowania genomu i proteomu to bardzo skomplikowany proces.
- Wie pan, ja nie bardzo się znam na tych rzeczach, może pan jaśniej i precyzyjniej?
- Jeśli teraz mamy styczeń to pod koniec lutego prześlemy państwu przewidywany czas pozostały do momentu uzyskania w pełni sprawnego organizmu. Podejrzewam, że zwierzę będzie gotowe najwcześniej na sierpień.
- Zwariował pan? Przedstawiciel wmawiał nam, że wszystko będzie gotowe najwyżej na maj! – Paweł powoli tracił cierpliwość – Tymczasem siedzimy tu już czwartą godzinę, a dopiero teraz pan mówi, że to dopiero na sierpień. To skandal! – wykrzyczał.
- Proszę państwa. Przedstawiciel zostawił państwu ulotki gdzie wszystko było bardzo dokładnie wyjaśnione. Wyraźnie tam napisano, że realizacja zamówienia w przypadku ssaka bez większych modyfikacji fenotypowych wynosi co najmniej 6 miesięcy. Tymczasem z ankiety wynika, że zależy państwu na stworzeniu o nietypowych cechach.
- W takim razie my się jeszcze zastanowimy.

Opublikowane przez: admin data wpisu: Sierpień 1, 2009