Posty otagowane jako: ‘bioreaktor’

bioreaktor- Mówiłeś, że mi coś pokażesz – powiedziała lekko przechylając się na krawędzi stołu, na którym właśnie siedziała.
- Poczekaj, niech dopiję – zeskoczył na podłogę i jednym łykiem wypił resztę kawy.
- Chcesz się udławić? – spytała wiedząc, że pytanie zostanie bez odpowiedzi.
- Pokażę ci nad czym pracujemy, ale pod jednym warunkiem. Musisz zachować to w tajemnicy.
- Phi – obojętnie kiwnęła głową i zeskoczyła na podłogę.
Przeszli przez hol instytutu kierując się w stronę drzwi, za które mogli wchodzić tylko nieliczni.
- Gdzie ty mnie prowadzisz – spojrzała podejrzliwie na drzwi, za którymi nigdy nie była – mogę tam wchodzić?
- Oj możesz. Teraz już nikogo nie ma, a zresztą to co robimy wielką tajemnicą nie jest – mówiąc to wprowadził kod otwierający drzwi.
Zamek zareagował. Weszli na piętro gdzie znajdowały się laboratoria.
- Tylko musisz to włożyć – rzucił jej paczuszkę z fartuchem, goglami i jednorazowymi rękawiczkami.
- O matko – cicho zaprotestowała, ale jednocześnie nie kryła ciekawości – Znając ciebie pokażesz mi pewnie coś czego i tak nie zrozumiem.
- Nie – uśmiechnął się pod nosem – tym razem zobaczysz coś zupełnie innego, ciekawszego.
Widać było wyraźnie, że cała sytuacja i budująca się wokół niej otoczka tajemniczości sprawiają mu satysfakcję. Po przebraniu się przeszli do malutkiego pomieszczenia, w którym stół laboratoryjny i jedno krzesło stanowiły właściwie całe wyposażenie.
- Spójrz – podniósł przedmiot przypominający miniaturowe akwarium.
- Co to takiego?
- To jest maszyna do produkcji leków.
- Że jak?
- Powiem Ci po kolei – poczuł się jak prawdziwy wykładowca – Zmodyfikowaliśmy komórki miąższu liści tak, aby produkowały określone metabolity wtórne czyli w tym przypadku leki. Potem nastąpił prawdziwy przełom.
- Myślałam, że to pierwsze to był przełom?
- No tak, to też, ale słuchaj – błysk w jego oku niemalże oświetlał pomieszczenie, w którym panował półmrok – udało się zmusić te komórki do produkcji enzymów wprost do pożywki. Dzięki współpracy z Norwegami nauczyliśmy się tak znakować białka żeby komórki tylko te znakowane wydzielały na zewnątrz. Co więcej, enzymy te są aktywne w pożywce i produkują to co chcemy. Nauczyliśmy się tworzyć kompleksy enzymatyczne na zewnątrz komórek. Działają jak fabryki. I najlepsze na koniec. Ta błonka, którą tutaj widzisz – przesunął palcem po ściance przezroczystego naczynia – selektywnie przepuszcza na drugą stronę tylko to co chcemy.
- Ojej a co to za kranik? – spojrzała zaciekawiona.
- No właśnie tędy chory może sobie dozować lek.
- Chory? Myślałam, że takie cuda to tylko w laboratorium albo fabryce?
- Chcemy żeby ta maszynka po pewnych modyfikacjach znalazła się w każdym domu. Wystarczy ją dosłownie podlewać specjalną mieszanką, a przez jakieś dwa lata bez zakłóceń będzie produkowała lek czy nawet witaminy.
- A kiedy tak będzie? – zapytała.
- Jeszcze nie wiem. Na razie testujemy – w tym momencie przypomniał sobie jeszcze jedną ważną rzecz – mówiłem ci, że są to komórki pochodzące z liści.
- No tak.
- Ważne jest żeby urządzenie przynajmniej kilka godzin dziennie miało kontakt ze światłem, bo stąd czerpie energię.
- Z tym nie będzie problemu – Marta spojrzała za okno. Świtało.

Opublikowane przez: admin data wpisu: Sierpień 5, 2009